Wszystkich gości :   19236

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Szlak kolejowy od Goska do Großbirken

Kategoria :  III Rzesza       Data : 2017-07-04 16:25:06

Czas drugiej WW. Spacerem od Goska do Großbirken. W 1938 roku rozpoczęto budowę linii kolejowej Tarnowskie Góry-Żyglin aż do Poręby. Prawie sześciokilometrowy przejazd pociągów z Tarnowskich Gór pod Miasteczko był gotowy, ponieważ dojazd do tego miejsca umożliwiało dotychczasowe torowisko. Stamtąd  w okolicach Jasiowej Góry można było budować torowisko dla kursowania pociągów z Tarnowskich Gór, zmierzających w kierunku planowanej stacji kolejowej w Wielkim Żyglinie i dalej.

mapka

Na mapce z 1943 r. nie zaznaczono planowanego i realizowanego już połączenia Gosek - stacja kolejowa Georgenberg. Pierwsze geodezyjne i topograficzne pomiary pochodzą z 1881 roku, następnie uzupełniane o nowe obiekty. Mapkę (Messtischblatt) pobrano ze zbiorów Archiwum Map Polski Zachodniej, z zasobów Zbyszka.

Na załączonej mapce w dolnym jej fragmencie od prawej strony, widoczna jest linia graniczna kreskowo-punktowa, która rozdziela obszary: gminy miasteczka Georgenberg i Hugona Donnersmarcka; od strony Tarnowskich Gór i Pniowca; pnie się ona w górę, przechodzi przez Jasiową Górę, szkic szlaku kolejowego z Tarn-Gór do Żyglina i dalej do Poręby, następnie przebiega przez dróżkę pniowiecką, dochodzi do szlaku kolejowego Tarn-Góry - Miasteczko, Kalety itd. Po lewej stronie torowiska, poniżej napisu F. Radlok, jest widoczna w formie kąta prostego i dalej wspina się w górę w kierunku północno-zachodnim. Ta linia, która pod względem graficznym jest typową dla oznaczenia granic własności gminnych, dzieli własność gminy Miasteczka od tej należącej do Donnersmarcków.

Dlatego dopiero w granicach Jasiowej Góry należało rozpocząć roboty ziemne i układać nowe tory, i taki był pierwszy plan, "za Starej Polski". Jego realizacja była skromna, ponieważ nadszedł czas na drugą Wielką Wojnę światową. Przed jej wybuchem zdołano zbudować jedynie wiadukt nad szosą z Miasteczka do Tarnowskich Gór, którego nośne ściany obłożono klinkierową cegłą, która w nędznym stanie, ale przetrwała do naszych czasów.

Jak już wspomniano druga wojna światowa przerwała realizację planowanej budowy, w której założeniach, nie zaplanowano od niej żadnego połączenia do stacji w Miasteczku Śląskim. Dopiero wcielenie Górnego Śląska do III Rzeszy sprawiło, że przystąpiono do realizacji sporządzonych wcześniej planów, które jednak uzupełniono zbudowaniem posterunku odgałęźnego Gosek, co umożliwiło łączność nowej linii z dojazdem do dworca kolejowego w naszym mieście, któremu przywrócono ponownie nazwę z czasów założyciela miasta Georgenberg.

Tory kolejowe, które ułożono od posterunku odgałęźnego Gosek w kierunku stacji kolejowej w Miasteczku schodziły się ze szlakiem kolejowym z Tarnowskich Gór do naszego miasta na wysokości dzisiejszego zakola ulicy Norwida, od strony wschodniej w kierunku zachodnio-północnym; w czasie budowy nowej linii kolejowej była to typowa droga polna, piaszczysta.

Nowy posterunek odgałęźny nazwany został Gosek i włączono go do ruchu 8 lutego 1943 roku („Węzeł Kolejowy Tarnowskie Góry 1857-2007”. P. Nadolski. K. Soida. H. Dąbrowski. E. Wieczorek).

Wystawienie posterunku i ułożenie torowiska do stacji w miasteczku Georgenberg spowodowało wywłaszczenie części nieruchomości z posesji Koniecznych i Reportów. Posterunek Gosek to parterowa, murowana budowla, jednoizbowa wraz z podręczną komórką. Przynależało do niego zewnętrzne techniczne wyposażenie. Dzisiaj nie ma po niej żadnego śladu.

Pierwszym pracownikiem posterunku Gosek został Peltzmann, który pochodził z Grzybowic (Pilzendorf). Pracował na tym stanowisku do czasu ewakuacji niemieckiej ludności w 1945 roku. W latach powojennych posterunek obsługiwali Solich Wincenty i Siwiec Emanuel.

miejsce Goska

Z lewej strony prowadziły tory z Tarn-Gór do dawnej stacji kolejowej Großbirken. Z prawej strony, w głębszym planie, widoczna jest przecinka, lekko ośnieżona, przez którą prowadził szlak kolejowy od Goska do miasteczka Georgenberg, a zaś na pustej przestrzeni, na pierwszym planie, był osadzony posterunek odgałęźny Gosek. Fot./2004 r., autor Piotr Banasz

W załączonej fotografii, z jej lewej strony, widoczne jest torowisko prowadzące do Tarnowskich Gór, a w środku można dostrzec przecinkę, przez którą prowadziły tory do dworca kolejowego w Miasteczku Śląskim. A na frontowym polu zbudowano posterunek Gosek, wraz z jego technicznym wyposażeniem. Odgałęzienie umożliwiało przejazd pociągów z trasy Poręba Żyglin do dworca kolejowego w naszym mieście i dalej szlakiem kolejowym, w kierunku północnym do Kalet, Lublińca i odwrotnie.

Ponadto od Goska ułożono dla bezpieczeństwa tory obok tych prowadzących w prawo do dworca w naszym mieście i w lewo do Tarnowskich Górach. Były one zakończone, zgodnie ze stosowaną praktyką, ochronnymi żeberkami; to drewniane podkłady szynowe tzw. kozły oporowe. Długość toru w kierunku Tarnowskich Gór można szacować na 60 do 80 m, a zaś do stacji kolejowej w Miasteczku była krótsza.

Trudne jest wyjaśnienie nazwy Gosek. Być może, że podczas prac związanych z budową linii kolejowej, natrafiono na jakieś z dawna pochodzące resztki materialnej kultury; na przykład, dawne pogórnicze szyby, których przy Jasiowej Górze nie brakowało. Czy nazwa do takich znalezisk mogłaby nawiązywać? Przyjęcie takiej hipotezy wydaje się wysoce wątpliwe. Nie udało się odnaleść żadnego potwierdzenia nazwy Gosek w lokalnej tradycji. Trafnym zatem byłaby ocena, iż jest to nazwa obca, nie należąca do lokalnej tradycji kulturowej.

Piaskownia, ślady zarazy, płuczki, górnictwo w lasach Radloka. Na samym początku wznoszącego się nasypu pod tory kolejowe,od strony zachodniej, prawie na poziomie zerowym, dochodziła do niego od strony północnej dróżka. Przechodziła przez torowisko, niedaleko od posterunku Gosek i prowadziła do kopalni piasku, która położona była po południowej stronie nasypu. Eksploatacja piasku prowadzona była w latach 50. minionego stulecia, na miejskich gruntach. Ładowano go na furmanki i transportowano do bliskiej stacji kolejowej, a konny transport prowadzili m.in.: Kowalski, Hendel, Płonka, Stroszek i inni. Piasek z furmanek ładowano do wagonów. Głównymi jego odbiorcami były górnośląskie kopalnie węgla kamiennego. Przy pracach ziemnych pod budowę Huty Cynku uzyskiwano humus i wypełniano nim wyrobisko popiaskowe. Dzisiaj na zrekultowanych terenach prowadzone są zadbane działkowe ogrody.

Od Goska do Żyglina

Szlak kolejowy od posterunku Gosek do stacji kolejowej w Wielkim Żyglinie (Großbirken). Fot./2006 r., autor Piotr Banasz.

W niewielkiej odległości od miejsca, gdzie dawniej była kopalnia Juliusz, w kierunku zachodnim i południowym od kopalni, eksploatowano żwirowiska. Podczas wydobywania żwiru w 1905 roku natrafiono na 18 ludzkich zwłok, u których zachowały się jeszcze włosy na głowach. Według ówczesnnych ocen mogły one pochodzić z końca XVIII stulecia. Zaś pogrzebanie ich poza cmentarzem spowodowane było przyczyną ich śmierci, a była to zaraza.Na tych grzebalnych miejscach sypano piaskowe bądź kamienne kopczyki, na których stawiano z reguły krzyże; gdy brakło troskliwych rąk dla ich pielęgnowania, to zbutwiałe belki nośne upadały i zatracały się miejsca ich ustawienia, a tym samym i pochówków.

stare parowozy

Zgrupowanie parowozów wyłączonych z ruchu i przeznaczonych na "żyletki". Fot./1987 r., autor Klaus Meszede.

Mamy przekaz od mieszkańca naszego miasta (Machura Teodor) z rozmów z jego babcią o tym, że gdzieś przy Jasiowej Górze, a nawet na tym niewielkim pogórniczym wyniesieniu, grzebano ofiary zarazy. Jednak ta pogórnicza hałda nie znajdowała się w bliskości znaleziska. Ponadto grzebanie zwłok na pogórniczym wysypisku jest wysoce wątpliwe; przekaz może się jednak odosić do tych odkrytych miejsc pochówków.

Miasto nasze położone jest w tej części Górnego Śląska, którą nazywano Białym Śląskiem, a nazwa nie straciła nic na aktualności. Wzięła się ona od piaszczystej gleby bielicowej i rędzinowej. Występująca na tym obszarze pagórkowatość piaskowa to pozostałość polodowcowa, której wytworami są m.in. Jurna, Jackowa i Jasiowa Góra. Te piaskowe wyniesienia osadzone są na Nizinie Śląskiej; stanowią one tereny położone na wysokościach od 220 do 290 m npm, w dolinie rzeki Małej Panwi i jej dopływu Stoły. Są one w zasadzie zupełnie płaskie, zbudowane prawie wyłącznie z piasków.

Jasiowa Góra to nazwa hałdy pogórniczej,a jej pochodzenia nie sposób dzisiaj ustalić; pozostają zatem spekulacje. Może ona pochodzić od nazwy pierwszego pola górniczego, która przeniosła się na tę rozległą, o nieostrych granicach wyżynę; ale tak wcale nie musi być. Osiąga ona wysokość 292 m npm, sięgając przez to prawie wysokości Jurnej i Jackowej Górze.

W jej pobliżu, ale nie z każdej strony, drążono szyby górnicze; jeszcze w latach 50. minionego stulecia, od jej wschodniej strony zachowały się pogórnicze ślady. A już dokumenty z pierwszej połowy XVI stulecia wzmiankują o wydobywaniu kopalin przy Jasiowej Górze. Jest to rodzima, kilkusetletnia nazwa, zachowana w naszej lokalnej tradycji. Ale już niewielu potrafi rozpoznać jej położenie. Administratorem ostatniej kopalni przy Jasiowej Górze, o nazwie Floraschacht, był Karl Kuboszok, została ona wyłączona z ruchu w 1902/3 r., co mogło pozostawać w związku z likwidacją huty Obereisen w Tarn-Górach.

Gosek - Miasteczko

Fragment torowiska pomiędzy posterunkiem Gosek a stacją kolejową w naszym mieście. Fot./2006 r., autor Piotr Banasz.

Po południowej stronie nasypu kolejowego, na wysokości wspomnianej kopalni Juliusz, znajdowały się trzy wyrobiska o różnej wielkości pól ich powierzchni. Bok największego szacowano na 80 m. Ich głębokość mogła wynosić około jednego metra, a zaś ich boki były otoczone niewysokimi, piaskowymi nasypkami. Jeśli te wykopy były przeznaczone do płukania rud darniowych, to osadzał się w nich muł popłuczkowy, piasek, bo to on stanowił główne ich zanieczyszczenie. Z płytkich kopalń przy Jasiowej Górze wydobywano rudy darniowe, także z tej ostatniej. Przy słabych pokładach zanieczyszczenie piaskiem sięgało 2/3 górniczego urobku; w takich przypadkach więcej robotników pracowało przy płuczkach, aniżeli przy wydobyciu rud. Taka kopalnia wraz z postępem technologicznym wydobywania i uszlachetniania kopalin była skazana na niebyt. W podziemnej kopalni Juliusz poziom najgłębszej sztolni sięgał głębokości 70 m, a zaś okoliczne szyby rud darniowych nie przekraczały 20.

Wspomniane wyrobiska wskazują raczej na to, że są one pozostałością po dawnych rybnikach, w których prowadzono hodowlę ryb. A bliski potok Pniowiecki i okolica temu sprzyjały. Wyrobiska nazywano Kanarami. Nazwa Kanary występowała również w obrębie płuczki na Szlomie, która była najbardziej na północ położoną, przy strumieniu Graniczna Woda, a dawniej Grenzbach.Przy tym strumieniu były oczka wodne, nawet zaznaczone na dawnej pruskiej kartografii, które z czasem zamieniły się w barzeliska.

Kanarami nazywano dawniej potoki wodne, a i dzisiaj w nie tak bardzo odległej Lubszy potok wodny nazywany jest tak jak dawniej, Kanary. Po południowej stronie Jasiowej Góry przepływał strumień Pniowiecki, który swój początek brał w okolicach wspomnianych wyrobisk; jego wody płynęły na zachód, dalej pod mostem, na którym był i jest ułożony szlak kolejowy; Tarn-Góry – Miasteczko Śląskie. Ten przepust, jak i dwa inne, bardziej na południe, można i dzisiaj oglądać; wody tych potoków należą do dorzecza Małej Panwi.

Do najstarszych dróżek w naszym mieście zaliczamy tę, po której dzisiaj brak jakiś wyraźnych śladów, a której zachowany początek rozpoczynał się od miejsca, w którym postawiony był dawniej krzyż przydrożny na Radloku; dzisiaj przystanek autobusowy.

Prowadziła ona także do kopalń przy Jasiowej Górze. Dawniej była to droga przejezdna do Pniowca i Boruszowic, i to stąd przyjęła się dla niej nazwa pniowiecka; prawdopodobnie w okresie, gdy miasto wybudowało przy Pniowcu i Boruszowcu młyn wodny, w którym obywatelstwo miejskie miało obowiązek mielenia zboża w tym miejskim młynie, był on wystawiony poza administracyjnymi granicami miasta.

Jeszcze w latach 50. minionego stulecia dróżka pniowiecka prowadziła przez tory kolejowe w kierunku zachodnim; był to przejazd usytuowany na południe od budynku dworca stacyjnego. Starsze pokolenia pamiętają o tym, iż był on chroniony z obydwu stron przez szlabany, które były podnoszone bądź opuszczone w zależności od potrzeby. W odległości około 300 m od tego przejazdu, po obydwu stronach tej dróżki, ale już w głębi radlowskiego lasu, znajdowały się szyby górnicze, z których wydobywano rudy żelaza. Pod koniec XIX stulecia zostały wyłączone z ruchu.

stare podpory mostu

Podpory mostu kolejowego nad szosą z Miasteczka Śląskiego do Tarn-Gór. Fot./2013, autor Grzegorz Marszałek.

Dochodzimy w naszym wędrowaniu, idąc w kierunku wschodnim, do resztek kolejowego wiaduktu, na którym ułożono tory. Przęsło było zawieszone nad szosą, która prowadziła do Tarnowskich Gór. Jeszcze nie tak dawno, wzdłuż południowej strony kolejowego nasypu prowadziła piaszczysta, polna dróżka, w kierunku zachodnim do Jasiowej Góry; podobno miano ją nazywać pod Górą. Lecz przy nasypie kolejowym, po prawej stronie prezentowanej fotografii, także po południowej stronie, można było dostrzec również wyraźne ślady dróżki, pamiętam ją z czasów chłopięcych. Już wtenczas była zaniedbana; miejscami się gubiła, dalej znowu się pojawiała. W czasach pruskich przy szlakach kolejowych budowano dróżki jako stały element kolejowej infrastruktury; wymóg ten mógł być zachowany i przy budowie tej linii kolejowej.

W latach czynnych szybów górniczych przy Jasiowej Górze i w lasach radlowskich, urobek z tych kopalń transportowano do płuczek, a stamtąd do żyglińskich bądź miejscowych i dalej położonych kuźni (hutek). Gdy urządzono szynowe kolejki konne, miejscem przeładunkowym stał się plac, który jeszcze kilkadziesiąt lat temu przynależał do stacji wąskotorówki; to dzisiejsze miejsce, w którym zatrzymuje się pociąg retro wąskotorówki w okresie wakacyjnym. To stamtąd odprawiano górniczy urobek aż do Chebzia, jak to zapisał ks. T. Christoph; miejscowe i pobliskie kuźnie utraciły już wcześniej funkcje „hutek”.

W bliskim położeniu wzmiankowanej dróżki pod Góra, po prawej stronie szosy do Tarnowskich Gór i po tej samej stronie ułożonych torów wąskotorówki, zbudowana była waga pomostowa, na której mieściła się cała furmanka; była to techniczna i budowlana konstrukcja, analogiczna do tej, jaką wystawiono przy torach wąskotorówki przechodzących przez dawną szosę, a dzisiaj ulicę Woźnicką, blisko rozdroża dwóch dróg; szosy w kierunku Miotka i drogi prowadzącej do Żyglinka; przy dawnym Dworze, czyli folwarku, później nadleśnictwa.

Piaskownie i przepadłe pogórnicze ślady

Na południe od dawnego żydowskiego cmentarza usypana była duża hałda pogórnicza, gliniastoskalna. Wznosiła się na południowy-wschód od dawnej kopalni. Położona była w bliskości, a może i w linii budowanego nasypu kolejowego i w całości została zużyta na jego potrzeby. Jeszcze kilka dobrych lat przed jej zniwelowaniem powstało w jej pobliżu, w ciągu jednej nocy, duże zapadlisko w miejscu nieczynnego już szybu górniczego, które z lat chłopięcych wspominali: Machura Teodor, Dyrgała Józef. Wkrótce zostało ono jako niebezpieczne zasypane. Z sentymentalnych wspomnien tamtego czasu dowiadujemy się, że w zimie służyła ona za zjeżdżalnię dla sanek i nart. Była materialnym śladem po kopalni na górniczych polach należących, prawdopodobnie, do świerklanieckiego Donnersmarcka.

Już wtenczas w bliskości hałdy eksploatowano piasek, a do piaskowni prowadziły tory wąskotorówki,  zaś po północnej stronie nasypu kolejowego, którego wtenczas jeszcze nie było, ułożono dwa manewrowe torowiska, niezależnie od tego, który prowadził do Bibieli. Później zostały one zlikwidowane i wkrótce na tym miejscu rozpoczęto wydobywanie piasku;w niewielkim oddaleniu od cmentarza żydowskiego.

Odległości

Wykaz odległości z lat 70--tych minionego stulecia. Wł. Dionizy Report.

Przez tak powstałe wyrobisko popiaskowe budowano nasyp linii kolejowy, który podzielił ją na południową i północną część. Pozostałość po południowej stronie znana jest i dzisiaj pod nazwą: Zandka. Nazwę można uznać za lokalny regionalizm jezykowy od pierwotnej niemieckiej nazwy kopalni piasku; Sandgruba. Po zaprzestaniu eksploatacji wyrobisko wypełniła woda; od strony zachodniej przylegały do niej płytkie przykopy, które sezonowo zalewała woda. Ta płycizna wodna stanowiła dla wielu pokoleń podrostków, tak w okresie letnim jak i zimowym, wymarzone miejsce bezpiecznych zabaw.

Od północnej strony nasypu wydobywano piasek jeszcze po drugiej wojnie światowej i to przez wiele lat. A kopalnię nazywano na Kirchoku; przyjęła się ona od nazwy żydowskiego cmentarza, który był w pobliżu położony; z niemieckiego.

Wyrobisko było głębokie i rozległe. Furmanki z piaskiem wyciągały z piaskowni czterokonne zaprzęgi: Horzelowe, Płonki i innych gospodarzy. Transportowano go do pobliskiej stacji wąskotorówki, gdzie był wysypywany, a następnie ładowany łopatami do wagonów. Chętnych do jego załadunku nigdy nie brakowało, w tym także kobiet.

Dojście do dworca kolejowego, zmiany nazewnictw

Do stacji kolejowej w Wielkim Żyglinie można było dojść z Małego Żyglina polnymi ścieżkami, ale także poprzez Wielki Żyglin do drogi, która od dawnych czasów prowadziła do Tarnowskich Gór, nazywana Starotarnowicką, poprzez Lasowicką Rogatkę; to dawny Zollamt.

front dworca kolejowego

Budynek dawnego dworca kolejowego, od strony północnej, w Wielkim Żyglinie. Znajdowała się w nim kasa biletowa i mała poczekalnia. Fot./2004 r., autor Piotr Banasz.

W sposób w miarę wygodny można było do stacji kolejowej dojechać furmanką, a nawet samochodem od placu, który zapewnie już na przełomie XIX/XX w. nazywano Bismarckplatzem. Ta sama nazwa obowiązywała za Niemca, zaś w okresie międzywojnia ten rozległy plac nosił nazwę Jana Sobieskiego, obecnie nazywany jest Placem Władysława Jagiełły.

W czasach pruskich, podobnie jak dzisiaj, z Georgstrasse od jej prawej strony, odbiegała uliczka o nazwie Sandstrasse i należy ona do katalogu nielicznych znanych nam nazw ulic z tamtych czasów; prowadziła do dawnej Sandgruby, a w okresie międzywojnia do piaskowni na Kirchoku. Przy niej położona była posesja p. Buszków oznaczona numerem 9 bądź 8, w ogrodzie których w latach 1908/12 odbywały się Wiece Robotnicze. Miały one miejsce także na polach Franciszka Siwca położonych przy Georgstrasse i Ackerstrasse. W okresie międzywojnia przemianowano pierwszą z nich na ulicę Jerzego, zaś po drugiej wojnie światowej na J. Kochanowskiego, a dzisiaj nosi nazwę ulicy Kazimierza Przerwy-Tetmajera.

Jak już wspomniano nazwa Gosek nadana została posterunkowi w latach jego budowy. W okresie międzywojnia pochodzenie nazw posterunków kolejowych nawiązywało z reguły do lokalnej tradycji; chociażby nazwa posterunku odstępowego Zwierzyniec, pomiędzy stacjami kolejowymi Miasteczko-Kalety, to samo odnosi się do posterunków Dubiela przed stacją Strzebiń i Kalina przed Herbami.

30 grudnia 1945 miejscowy Związek Weteranów Powstań Śląskich złożył do zarządu miasta wniosek o spowodowanie zmiany niemieckiej nazwy posterunku odgałęźnego Gosek i zastąpienie jej dawną, topograficzną nazwą Chmielnik. Został on ponowiony 4 czerwca 1946 roku. Ówczesne władze w obydwu razach przychyliły się do niego, ale jednocześnie wyjaśniły, że nie są kompetentne do dokonania zmiany; oryginał wniosku przesłano do Ministerstwa Komunikacji, zaś odpis do DOKP w Katowicach.

Nazwy Wielki i Mały Żyglin oraz Brynica mają swoje początki w czasach dawnych. Pierwsza występuje około 1440 roku w „Liber beneficiorum” Jana Długosza, pisze on: „Zyglyn Maior i Zyglyn Minior”. W urbanium z roku 1532 podana została nazwa: „Gross Schiglin i Klein Schiglin”. Na ogół nazwy tych miejscowości nie sprawiały dawnym pisarzom większych trudności, za wyjątkiem brzmienia pierwszej spółgłoski: „Ż”, co pisarze niemieckojęzyczni oddawali przez spółgłoski: „Sch”. Wieś Brynica powstała na miejscu dawnej kuźnicy, której początki sięgają wieków średnich. Nazywano ją początkowo: „Kuźnią przy Żyglinie”. Pod tą nazwą wspomniana jest ona pod datą 23 czerwca 1563 roku, a zaś w 1598 wymienia się: „Bieńka z Brynicy, rodem z Jędryskowej Kuźni”. Z tego samego roku pochodzi wiadomość o: „Wojciechu Kowalu z Brzenicy”.

Już na początku wcielenia Górnego Śląska do III Rzeszy wprowadzono dawne pruskie nazwy: Groß i Klein Zyglin oraz Brinitz. W 1942 roku postanowiono, że wszystkie stacje i przystanki kolejowe z chwilą otwarcia nowowybudowanej linii kolejowej, Tarnowskie Góry - Żyglin do Zawiercia, otrzymają w miejsce zniemczonych czysto niemieckie nazwy. Dlatego dworzec kolejowy w Wielkim Żyglinie nie został nazwany Groß Zyglin, lecz Großbirken. Po długich staraniach powstał przy Brinitz osobowy przystanek kolejowy; w 1944 roku był już czynny i nazwany Brenne. Planowano także przemianowanie miejscowości Groß Zyglin na Großbirken, a Brinitz na Brenne. Jednak do końca wojny zamierzenia te nie zostały zrealizowane. Wygląda na to, że i nazwa Gosek jest konsekwencją programu czystości nazw.

Dworzec kolejowy w Żyglinie

W okresie powojennym na linii kolejowej Tarnowskie Góry-Żyglin-Zawiercie prowadzono przewozy osobowe i towarowe.

Ruch osobowy na tej linii został zawieszony 1 lipca 1964 roku. Przez krótki czas połączenie było obsługiwane transportem autobusowym; stacja kolejowa w Żyglinie była miejscem, w którym pasażerowie przesiadali się z autobusu do podstawionego pociągu osobowego i odwrotnie. Składy pociągów prowadziły lokomotywy z Łaz, a stacją docelową było Zawiercie.

W literaturze podaje się iż odgałęzienie Gosek było czynne do roku 1972. Lecz faktycznie zaniechano jego używania już w latach 1964/5; ramię semafora było opuszczone do pionu, i został oznakowany symbolem zaprzestania ruchu. Jednak kolejowy transport towarowy na linii Tarnowskie Góry – Mierzęcice prowadzono do początku lat dziewiędziesiątych minionego stulecia. W tych samych latach na obowiązujących „Wykazach Odległości” używano ciągle jeszcze nazwę Gosek. Jak łatwo zauważyć wniosek Związku Weteranów Powstań Śląskich nie został uwzględniony.

Przy budynku stacji Großbirken ułożone były cztery tory. Trzy z nich, boczne wyprowadzono z głównego torowiska od strony zachodniej (ułożonego na nasypie kolejowym), w niewielkiej odległości od dworcowego budynku. A zaś po drugiej, wschodniej stronie budowli, zbiegały się one ponownie do toru głównego; po tej samej stronie był również wystawiony posterunek dla obsługi tych rozjazdów.

W okresie drugiej wojny światowej nadzór zawiadowczy stacji kolejowej Großbirken sprawował Streiholtz, pochodził z Nadrenii, który był jednocześnie zawiadowcą stacji kolejowej w miasteczku Georgenberg. Nasz drugi w starszeństwie brat, po ukończeniu szkoły podstawowej, odbywał na obydwu stacjach praktykę zawodową; z tego czasu pochodziła fotografia dworca w Großbirken, którą oglądałem wielokrotnie w naszym rodzinnym albumie; na tle dworca siedział na peronowej poręczy brat, a obok stał w pełnym kolejarskim rynsztunku jeden z dyżurnych. Fotografię sporządził dyżurny, amator fotograf J. B., o przezwisku Jodek. W żyglińskiej stacji pracował jako dyżurny ruchu także K. W. W okresie międzywojnia obydwaj byli asystentami zawiadowcy w Miasteczku Śląskim, którym był Wincenty Wieczorek; wywodził się z Wysokiej k/ Olesna. Trzecim dyżurnym był synem funkcjonariusza miejscowej żandarmerii; placówka żandarmerii składała się z czterech osób: komendanta Bartla i podporządkowanych mu: Feifera, Taubego i Bienioka.

Koleje żelazne w okresie drugiej wojny światowej na obszarach wcielonych do III Rzeszy, jak i zajętych były zmilitaryzowane; miało to swoje konsekwencje. Podobnie było przez kilka miesięcy po wyzwoleniu. W pierwszych miesiącach 1945 roku osobowy ruch pociągów był raczej mizerny, a głównie z powodu braku parowozów, których stan dopiero pod koniec tego roku uległ poprawie zasilony demobilem z armii angielskiej; ale trzeba było płacić, bo Brytyjczycy to znakomici „sprzedawcy i kupcy” z wielowiekowym doświadczeniem, potrafili nawet z niedotrzymanych, przez siebie, zobowiązań międzypaństwowych wycisnąć profity. Pod koniec 1945 roku UNRA zakupiła amerykańskie magazyny wojskowe, zapełnione różnymi przedmiotami. Złożona została wtenczas deklaracja o przeznaczeniu dla Polski, z tych magazynów, 14 000 kolejowych wagonów towarowych. Jak było z realizacją tej darmowej oferty (11 mln £) nie wiemy, ale bez ryzyka możemy przyjąć, iż apetyty na wagony przekraczały granice wiecznej przyjaźni.

Gołoborze

Dawny trakt kolejowy od Żyglina do Brynicy. Na dalszym planie most szosy żyglińsko-świerklanieckiej, DW 912, Fot./2006 r., autor Piotr Banasz.

Przewozy towarów na śląskich szlakach kolejowych były intensywne, ale w wiadomym kierunku, tam gdzie słońce wschodzi. Dlatego połączenie kolejowe Tarnowskie Góry – Wielki Żyglin – Poręba miało swoje znaczenie dla przewozów do stacji przeładunkowych, od których prowadziły już szerokie torowiska do ZSRR. Jednak dopiero 11 lipca 1945 roku zostało w Moskwie zawarte porozumienie, pomiędzy władzami PRL i ZSRR, regulujące oddanie zarządu nad infrastrukturą kolejową polskiemu ministerstwu komunikacji. Porozumienie było wprowadzane etapami, poczynając od 1 sierpnia. I już wkrótce, bo w 16. dniu tego miesiąca, odbyło się formalne przekazanie całkowitego zarządu nad kolejową infrastrukturą Śląska; oczywiście teoretycznie. Rozpoczęła się również przebudowa szerokich torowisk na normalne europejskie.

Ostatnia obsada

Zespół manewrowy PB, od lewej: st. nastawniczy Wilhelm Blinda, zaw. Marian Go, manewr. Henryk Milota, nast. Jerzy Strzoda oraz manewrowy Antoni Konieczny. Własn. fot. rodzina Go.

Po wojnie zawiadowcą stacji w Wielkim Żyglinie został Franciszek Janus; wcześniej asystent zawiadowcy w Miasteczku Śląskim w okresie miedzywojnia, a po nim Majowski, który wraz z rodziną zamieszkał w budynku stacyjnym; pracowali tam również: Hajzyk, Grzechacz Ryszard, p. Dziukowa a także jej mąż, a w latach 80. minionego stulecia p. Halina Graczyk, która po zniesieniu kolejowej stacji w Żyglinie pracowała nadal w kolejarskiej branży, ale tym razem na stacji w Nakle Śląskim.

Przy obsłudze posterunku rozjazdów szynowych, usytuowanego na wschód od budynku stacyjnego, czynni byli Kołodziej i Bernard Słota. Personalna podległość żyglińskiej stacji kolejowej miasteczkowskiej została zachowana i po zakończeniu wojny. I to z tej przyczyny dyżurni ruchu i nie tylko oni pełnili służbę, w zależności od potrzeby, na każdej z tych stacji. Podany wyżej wykaz osób zatrudnionych na stacji kolejowej w Wielkim Żyglinie nie pretenduje do tego, iż jest kompletny.

Ostatnim zawiadowcą i jednocześnie dyżurnym ruchu stacji kolejowej VI klasy w Żyglinie był Marcin Go, który wraz z rodziną zamieszkał w budynku dworcowym. Urodził sie w Krzepicach. Pracował w PKP prawie 18 lat. Najpierw zatrudniony w grupie formowania wagonów Berta, bliżej Miasteczka Śląskiego oraz w grupie Dora będącą ostatnią przy Tarnowskich Górach, gdzie formowano wagony w kierunku Zagłębia. Funkcje zawiadowcy pełnił w Radzionkowie i Wielkim Żyglinie.

Źródła: P. Nadolski, K. Soida, H. Dąbrowski, E. Wieczorek. Węzeł Kolejowy Tarn-Góry 1857-2007. Rybnik 2007; L. Musioł Żyglin, kronika parafialna; Miejskie Archiwum.

Wspomnienia i przekazy: Report Jan. Report Dionizy. Benon Przybyłek. Barbara Brolowa. Edward Konieczny. Wiktor Celary. Józef Dyrgała. Jerzy Drzyzga. Henryk Machura. Karol Hajduk. Waldek Kurz. Karol Kańdzia. Piotr Banasz. Alfons Respondek.



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com