Wszystkich gości :   21076

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Wspomnienia żołnierza teologa 1924 /1

Kategoria :  Prasa górnośląska       Data : 2021-11-16 13:55:04

To wspomnienia żołnierza teologa, który został wcielony do Wehrmachtu pod koniec pierwszej wojny światowej. Otóż postanowił przenieść na papier swoje przeżycia, które uznał za interesujące, przeznaczone szczególnie dla tych , którzy prochu wojennego nie powąchali.Są to opisy wydarzeń, które autor wspomnień przeżył na terenach nazywanych Małą Azją.

Wrocław – Konstantynopol. W czerwcu 1917 r. Pobrano mnie po raz drugi do wojska. Skończyła się nagle krótka od służby wojskowej reklamacja, której mi udzielono celem dokończenia studiów teologicznych. W niedzielę podczas Oktawy Bożego Ciała miałem otrzymać pierwsze święcenia – a tu zwiastuje mi czerwony świstek komendy okręgowej, że się mam w piątek przed święceniami znów stawić do pułku jedenastego.O ten osławiony pułk jedenasty! Cały Górny Śląsk go zna, bo przeważnie Górnoślązacy służyli w jego kompaniach, przelewali swą krew w jego szeregach pod Rossignołem i Tintigny, w Szampanii i pod Loreto.

Już dwa razy byłem ranny jako „Elfer”, a teraz mnie ten sam pułk zabiera, nie zważając, że mam w niedzielę otrzymać pierwsze święcenia. Po cóż to dopiero co pisałem do Rzymu o dyspensę, którą uważano za potrzebną dla byłego żołnierza, pragnącego święceń (chociaż nikogo nie zabiłem), gdy teraz znów nie mogę dopiąć celu?

Gdy wszelkie wysiłki otrzymania reklamacji zawiodły, zajechałem do domu, aby się pożegnać z matką i rodzeństwem. W dzień przeznaczony stawiłem się we wrocławskich koszarach pułku 11-go. Otrzymałem mundur, broń i „gasmaskę”, ćwiczyłem jako starszy i nieco już doświadczony żołnierz nowicjuszów wojskowych, jak mają stać i chodzić, jak się kłaniać oficerom, jak maszerować i pełzać po ziemi. Ciągle jednak medytowałem nad wydostaniem się ze szpon piechoty, bo myśl o rowach strzeleckich, o przeżytych już bitwach i kanonadach, słowem o trupiarni francuskiej, wywoływała we mnie grozę.

A na co wszystkie te tortury? Dla jakiej idei? Dlaczegóż to, właśnie my Polacy, których zawsze traktują jak kopciuszków, mamy ofiarować życie, podczas, gdy arcypatrioci, szczycących się niesfałoszowanym pochodzeniem z rodu i ducha Wotana, (to coś w rodzaju pogańskiego bóstwa Odyna)  bez przerwy siedzą reklamowani w domu, wzmacniając front poleceniem pożyczek wojennych, zbieraniem złota, dzwonów, klamek do drzwi i pestek, i wygłaszaniem nielogicznych zdań na temat: „Zwyciężymy. Bo musimy zwyciężyć!” – Otóż, ja już nie wyruszę po raz drugi jako grenadier, ale poszukam sobie raczej jakiejś formacji sanitarnej, jak się to właściwie należy teologowi

mapka

Autor mapki: Thomashwang, CC BY - SA 3.0. Praca własna (originally at en wikipedia). Data: 6 maja 2006. Mapka pierwszej wojny światowej i jej uczestnicy.Kolor żółty - Niemcy. Austria i ich sojusznicy. Kolor szary państwa neutralne. kolor zielony. Anglia, Francja, Rosja i ich sojusznicy.

Takie były wtedy moje myśli i dążenia. W lipcu szeptano coś po biurach, korytarzach i placach wojskowych o jakiejś tajemniczej kompanii sanitarnej, mającej wyruszyć wkrótce albo do Mezopotanii albo do Palestyny. Pewnego nikt nic nie wiedział. Nareszcie wydał 6, korpus edykt utworzenia samodzielnej kompanii sanitarnej, przeznaczonej dla frontu azjatyckiego.

Wskazano cel podróży i pojawiło się towarzystwo. Natychmiast zgłosiłem się do niej i zostałem po szczęśliwym przezwyciężeniu kilku przeszkód przyjęty. Garnizonem nowo tworzącej się kompanii był Wrocław. Zjechał się tam tłum żołnierzy z całych Niemiec. Na szczęście przybyło też kilku górnoślązaków. W kwaterach górnośląskich mówiono prawie wyłącznie po polsku.

Z oficerów trzej byli po protestancku ochrzczonymi żydami, trzej prawdziwymi protestantami (między nimi jeden prawdziwy hrabia) i dwaj katolikami, jeden bardzo poczciwy, drugi zaś człowiek bez sumienia, awanturnik z kolonii niemieckich.

Najważniejszą jednak pod wieloma względami postacią był feldfebel, żyd niezepsuty jeszcze żadną kulturą zachodnią. Często będzie o nim mowa. Był to kupiec drzewa „en gros” i nazywał się „Makse”. Pamięć o nim ma kiedyś rozweselić stare moje lata; od towarzyszy broni dowiedziałem się, że i oni wieczorami opowiadają rodzinie swojej o feldfeblu „Makse”, gdy chcą odświeżyć wojenne wspomnienia humorystyczne.

W sierpniu 1917 roku przygotowania i ćwiczenia były ukończone. Dnia 24-go sierpnia wyruszyliśmy ze szkoły magazynowej. Na dworcu czekał tłum ludzi, którzy we Wrocławiu widzieli wtedy po raz pierwszy cały oddział w mundurach cytrynowych i hełmach korkowych.Powoli wyruszył pociąg z dworca. Jechaliśmy w nocy , aż do Opola. Tam mnie oczekiwała matka z braciszkiem gimnazjastą. Przyjechali z Raciborza i czekali przez cała noc na dworcu opolskim. Przeszło godzinę mieliśmy czas dla nas, by się pożegnać z sobą. Braciszka widziałem wtedy po raz ostatni. Trzy lata później, wróciwszy z Egiptu, odwiedziłem go na cmentarzu Rudnickim.

dworzec

Współczesny dworzec kolejowy w Opolu. Autor foto: Lestat (Jan Mehlich) - praca własna. CC BY - SA 3.0., via Wikimedia Commons. Fotografia przedstawia zabytek wpisany do rejestru zabytków pod numerem ID.

W podróży dostrzegamy ślady wojny. Pociąg wiózł nas przez krainę znaną mi z czasów gimnazjalnych; Górny Śląsk, Śląsk Cieszyński, Beskidy – wszystko to budziło we mnie miłe wspomnienia. Na Węgrzech napawaliśmy się widokiem wysokich gór, szerokich, spokojnych nizin i modrego Dunaju. Dnia 28-go sierpnia wczaśnie rano przejechaliśmy granicę Serbii. Był to kraj wojną spustoszony. Białogród wita nas. Mgła poranna wznosi się i opada. Widzimy miasto. Właśnie wychyla się słońce z poza mgły. Ogromne spustoszenia są widoczne w całym kraju. Mosty prowadzące do Białogrodu są powysadzane w powietrze, domy rozbite granatami, niejedna ściana podziurawiona pociskami karabinowymi: „C'est la guerre”, mówi ktoś lekceważąco.

Lud serbski nadzwyczaj mi się podobał. Niewiasty ubrane jak nasze górnoślązaczki, były ciche i poważne. Nie znały targowania i oszwabiania jak u Bułgarki. Okazywały pewną szlachetną dumę, i tak przyzwoicie się zachowywały, że żaden Niemiec nie odważył się zbliżyć do nich z żarcikami.O tym tak miłym narodzie gazety niemieckie inaczej pisywały. Słowiańskie moje serce cieszyło się we mnie, gdy naocznie się przekonałem, iż kłamstwem były oszczerstwa gazet. Godność kobiet serbskich zaimponowała każdemu żołnierzowi.

cesarz Konstanty Wielki

Foto głowy z kolosalnego posągu cesarza Konstantyna Wielkiego, Muzea Kapitolińskie w Rzymie. Autor: Markus Bernet (dyskusja - edycja), Praca własna. - CC BY - SA  2.5. Utworzony 7 października 2004.

Miasto urodzin przyszlego Konstantyna Wielkiego. W mieście Nisz zatrzymał się pociąg. Tu w Niszu serbskim, urodził się dnia 28. Lutego 274 roku Konstantyn Wielki. Były to wtenczas kresy północne cesarstwa rzymskiego, pogranicze wojenne, gdzie nieustannie z barbarzyńcami ścierały się legie rzymskie, których jenerałem był Konstancjusz Chlorus (Bladolicy), ojciec Konstantyna Wielkiego. Jako młody pułkownik Konstancjusz Chlorus  poznał w mieście Drepanow ( w Azji Mniejszej) piękną córkę właściciela gospody, Helenę, i zawarł z nią związek małżeński. Była to przyszła św. Helena, matka Konstantyna Wielkiego.

św. Helena

Św. Helena, matka Konstantyna Wielkiego.Use the force - Praca własna. Public domain. Wikimedia Commons. Data: 9.20.07

Wieczorem przy blasku księżyca patrzę na Nisz. Miasteczko, chociaż obecnie skromne i zubożałe, wydaje mi się czcigodnym i wielebnym. Tu się wychowało pod okiem świętej matki dziecię, którego imię tak głośne w dziejach świata: Caius Flavius Valerius Constantinus.

Nazajutrz jedziemy dalej wśród gór niebotycznych. Rano nas budzą promienie słońca. Niebo pogodne i błękitne. Bielutki kamień sześciokątny oznajmuje granicę serbsko-bułgarską. Przybliżamy się powoli do Sofii ? i widzimy złotą kopułę cerkwi sofijskiej,lśniącą już z daleka. Lecz stolica bułgarska nie wygląda zbyt elegancko. Jest nieco podobna do Rybnika z tą różnicą, że ma tramwaj. Bułgarzy są o wiele więcej kupcami niż Serbowie. W mieście Semenly uprawia feldfebel Makse swe „geszefta”. Prawdziwy z niego żyd facjendarz. Już na Węgrzech zdołał sprzedać 10 000 papierosów najpodlejszego pochodzenia, a obecnie stara się wkręcić swoje i swej wielmożnej madamy podarte buciki tubylcom semenlyjskim za grube pieniądze. Gdy głupich nie znalazł, zacząl wyzywać na tych bezbożników nie godnych być „unsere Verbündete.”

Zwrócono mi uwagę na popa prawosławnego. Gdy chciałem z nim mówić, nie zastałem go w domu. Jego owieczki szeptały z należytym uszanowaniem, że się może znajduje w karczmie. Zaprawdę! Tam siedział z żołnierzami i włościanami. Chociaż w gestach i minie zachowywał wielką godność, to jednak chętnie od żołnierzy przyjmował wódkę. Był widocznie bardzo niedouczony; podobno studiował tylko przez trzy lata w jakimś seminarium bułgarskim.

W poniedziałek, dnia 1. października przekroczyliśmy granicę turecką. W pierwszym miasteczku tureckim, Kuleli Burgas, uderzyła nas ogromna ilość melonów i bań, to nasze Dynie, po naszemu wystawione na sprzedaż tamtejszym wolnym targu, na rynku. Tam w Kuleli Burgas już zaczynał się prawdziwy wschód czyli orient. Ludzie byli wyjątkowo brudni. Kraj był pusty i spalony od słońca jak step.

Gdzieś w oddali pali się las. Na widnokręgu widać łunę bez końca. Turcy, pętani nieszczęśliwym „Kismetem” (bezwarunkowym poddaniem się pod wszelkie przypadki i przygody) prawdopodobnie ani myślą o gaszeniu ognia. –Jeżeli Allach będzie chciał, żeby las pozostał, wtedy ogień sam zgaśnie. A czy po pożarze wypalone miejsce na nowo zalesią?

Jeżeli Allach będzie sobie życzył nowego lasu, wtedy już sam tak uczyni, żeby tam nowy las wyrósł. Inszallach! (Jak Bóg chce!). Gdzieniegdzie stoją w stepie tureckie posterunki podobne do rozbójników uzbrojonych. W nocy słyszymy ciągle huk armat. Czy to może są nowe walki nad Dardanelami?

Przed nami Konstantynopol. Wczas rano wszyscyśmy na nogach, zbliżamy się bowiem do Konstantynopola. Wszyscy zbierają swoje manatki; przecież już minęliśmy San Stefano, a Kospoli (Konstantynopol) jest miastem zajmującym. Jedziemy wzdłuż muru arcystarego, który wzniesiono między chatami, a jego stan grozi upadkiem. Już widzimy przed sobą kopuły carogrodzkie, o których marzyliśmy całą drogą. – Hagia Sofja – mruknąl ktoś, wskazując palcem na jedna z kopuł. – Nie, ta to jeszcze nie jest – wtrącił nasz archeolog. Pełni ciekawości staliśmy wszyscy przy oknach. Wtem widzimy naraz morze. Widok zachwycający! Cieszymy się jak dzieci, dla których spełniło się złote marzenie. Niebo błękitne, toń wygina się w oddali, jak lśniąca blacha, załamuje się w modre (niebieskie) fale i uderza o mur. Tam te góry za modrą równiną morza – to już Azja.! Patrzcie tam na tego Turka – woła ktoś. Jak na rozkaz patrzymy wszyscy na sędziwego pełnego godności Turka. Klęczy spokojnie na werandzie domu nad morzem wystawionym. Wpatrzony w niebo, odmawia swój pacierz poranny. Widok ten chwyta mnie za serce; wszak już tydzień cały podróżuję z ludźmi wykształconymi, ale ani znaku, żeby ktoś z nich zwrócił się do Pana Boga z modlitwą.Może Turcy zawdzięczają swoje poważne i miłe twarze regularnej modlitwie.

Dawny Konstantynopol początki XVI w.

Szkic dawnego Konstantynopola,z początku XVI w. Szkic pobrano ze strony: http://en wikipedia.org/ wiki/User:Deli Dumruk. Public domain. Wikimedia Commons.

Pociąg się zatrzymuje. I już wre życie wschodnie. Otacza nas cały motłoch miasta czekając na bakszysz (łapówkę). Co za gwar, wrzask i jarmark! Turcy, Armeńczycy, nawet Arabowie w jaskrawych ubraniach, krzycząc w niebogłosy, odpychają się, bo kazdy chce się najpierw dostać do bakszysza.

Przed nami leży „Złoty Róg”, owa wąska, prześliczna smuga morza. Wszędzie, gdzieby okiem nie rzucić, błyszczą w słońcu wysmukłe jak świece minareciki (wieże świątyń machometańskich).

Niestety musimy pracować cały dzień. Dziś jeszcze mamy się przesiadać do Azji. Ja mam cudne szczęście: mam kasę kompanii łodzią zawieść do Azji, do Kadykej. Dano mi także towarzysza, który, natychmiast pojmując przyjemność przepływu łodzią, wypręża swoje długie kości w łodzi i czeka z tornistrem nad głową, aż Europa i Azja defilować będą przed nim. Ja siedzę u steru i słucham rozkazów naszego Turka. Jest bardzo pobłażliwy dla mnie;któżby też mógł mieć za złe, że rzucam okiem na wszystkie strony! Tak doskonale się przygotowałem na widok Konstantynopola, ale widzę, że wszelkie przygotowania zawiodły.

Myśleć muszę ciągle o Konstantynie Wielkim, oraz o Abdulu Samidzie, widzę w duchu prastare Bizancjum i nowoczesny Stambuł (nazwa turecka). Czy się to nie czytało tak wiele o Złotym Rogu? Otóż przepływamy właśnie, i przede mna wznosi się coraz wyżej Galata ze swą wieżą, i już się zbliżamy do mostu wielkiego, na którym wedle opisu pulsuje życie całego świata, spotykają się tutaj dyplomaci i i zbrodniarze, zamyśleni księżą i zuchwali spiskowcy.

Dane mi było zobaczyć prastary, a jakże ważny Bosfor. Po lewej stronie to modre fale, to prastary, dziejowy Bosfor, łączący morze Marmara z morzem Czarnym. Pomimo promieni slońca odczuwam dotkliwe zimno. Od Bosforu dwucha złośliwy wietrzyk. Z daleka już widzę ponad miastem posępne gaje cyprysów. To są Skutary, miasto umarłych, cmentarz Turków prawowiernych.Tu w pobliżu stolicy spoczywają całe rody patrycjuszowskie, świecą wspaniałe grobowce, a nieruchome cyprysy strzegą prochy zgasłych pokoleń. Czym Jerozolima dla Żydów, tym Skulary dla Turków.

Bosfor

Most nad Cieśniną Bosfor w Stambule. Fotografia ze zbiorów - Freelmages.com. Autor foto Bertil Videl, Praca własna. Widok na Bosfor z hotelu Marmara, Plac Taksim. CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons.

Nasza łódź dalej pruje fale. Widzimy nagle olbrzymie zabudowanie sterczące ku niebu jak potwór. Bez szyb, czarne od kurzu, podobne do ruiny, jest ono dla nas pierwszym świadectwem istniejącej także na Wschodzie wojny. Był to do niedawna dworzec piękny azjatyckiego miasta Majdu Pasza, największy w Azji Mniejszej, w którym zgromadzono dużo amunicji. Tydzień przed naszym przybyciem w te strony udało się Anglikom, za pomocą złotych funtów wysadzić go w powietrze. Wreszcie zbliżamy się do Kadykej i wysiadamy. Stawiam pierwsze kroki w innej części ziemi, w Azji. Nie przypuszczałem, że rok później – podczas, gdy w Niemczech wybuchnie rewolucja, zobaczę nad brzegiem Suezu trzecią część ziemi, Afrykę, - jako jeniec Australijczyków.

Na piaszczystym brzegu Kadykei roiło się od wojska niemieckiego. Piechota założyła tam swój oboz. Ogromne stosy żywności były tam także nagromadzone, a posterunki miały czyjnie strzec tych zapasów. Dookoła nas gotowały się pachnące obiady. Zastanawiałem się nad tym, skąd biorą kucharze drewno,aby rozpalić i podtrzymać ogień? Tym bardziej, że drewno w Turcji jest kosztowne! Porąbali widocznie wszystkie skrzynie, w Niemczech tak mozolnie zrobione dla wojska. Nazajutrz komendant korpusu kazał wszystkie posterunki obozu zamknąć do aresztu, bo nie tylko wszystkie skrzynie spalili, ale nawet i sporą część tych zapasow żywności, które bronić mieli od złodziei, którzy grasowali tutaj w nocy, a to co ukradli sprzedali handlarzom żydowskim. Tak to postępowali żołnierze na wojnie.Za to w jasny dzień wszystkiego strzegli energicznie. Nawet mchem starości pokrytego tureckiego porucznika odegnali szorstkim „Hajdy czabuk” (w nogi, ale już). Białowłosy, już pochyły oficerzyk uśmiecha się uprzejmie, salutuje i odchodzi. Tak, tak, oko feldfebla czuwa. Ale i on potrzebuje odpoczynku, a zwłaszcza w nocy.

Hagia Zofija. Wyruszyłem na wybrzeże morskie. Przede mną leży Konstantynopol – Stambuł, o którym opowiadają, że jest najpiękniejszym miastem Europy, co do położenia swego. Za morzem po stronie Europejskiej, błyszczą w slońcu minarety (wieże) świątyni machometańskiej Hagii Zofii, dawniejszej katedry katolickiej. Oby tak ta Hagia Zofja, oby tak ten Konstantynopol mogły opowiedzieć swą przeszłość!

sophia

Hagia Sophia in Instambul. Żródło: Photographer Osvaldo Gago. Autor: Osvaldo Gago Ten plik udostępniony jest na licemcji: Creative Commons (CC BY - SA 3.0)

Założenie miasta ginie w mroku dawnych czasów. Konstantyn zdobywszy w roku 324 Bizancjum, wybrał je zamiast Rzymu za swą stolicę i nadał mu „imię wieczyste” od własnego imienia.

Bizancjum stało się miastem Konstantyna – Konstantynopolis i nazywało się nowym Rzymem. Nowa stolica miała dorównać starej, a może przewyższyć ją nawet. Przede wszystkim miała ona być miastem na wskroś chrześcijańskim. W najbliższym sąsiedztwie swej rezydencji rozpoczął Konstanty budowę wielkiej świątyni pod wezwaniem Bożej Mądrości (Hagia Zofija) .Budowę wykończył dopiero syn jego Konstancjusz, a cesarz Justynian przebudował ją z gruntu. Jeszcze dziś po piętnastu stuleciach Hagia Zofija króluje nad wszystkimi świątyniami Konstantynopola.

Ale niewolnicą jest dziś ta szlachetna królowa, chociaż nosi suknię niewoli, bo zamiast krzyża błyszczy na jej minaretach półksiężyc, znak Islamu. W roku bowiem 1453 Turcy zdobyli Konstantynopol. Jak pod płaszcz matuchny tuliły się tysiące chrześcijan do swej katedry, do Hagji Zofji. Wróg się zbliża, druzgoce jej ogromne bramy i wtargnął do kościoła. Miecze Turków sieką jak kosy żniwiarzy, krew się leje po kosztownej podłodze. Kościół zasłany trzema tysiącami trupów. Wtedy po raz pierwszy w murach Hagji Zofiji głoszono wiarę machometańską.

Źródło: Periodyk górnośląski , "Gość Niedzielny". Ścieżka dostępu przez Ś.B.C.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Nisz

Nserrano, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:Hagia_Sophia_09.JPG

Bertil Videt, CC BY-SA 3.0 , Wikimedia Commons

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0c/Konstantynopol_overal_look.JP

[[File:Hagia Sophia Mars 2013.jpg|Hagia Sophia Mars 2013]]

https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=Gdzie+jest+gr%C3%B3b+W%C5%82adys%C5%82awa+Warne%C5%84czyka+w+wiki+polskiej

 



Autor artykułu : Leonard wybrał i zamieścił




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com