Husytyzm
Od wczesnego średniowiecza (prawdopodobnie od 585 roku do 1821( Konstancja była stolicą największej diecezji katolickiej na północ od Alp). Miasto leżało na szlaku handlowym z Niemiec do Włoch, dzięki temu prężnie się rozwijało. Od 1192 roku miało status wolnego miasta Rzeszy (niem.Reichsstadt), które podlegało bezpośrednio cesarzowi. W latach 1414 – 1418 odbył się tu katolicki sobór powszechny, podczas którego wybrano papieża Marcina V., kończąc tym samym wielką schizmę zachodnią. Było to jedyne w historii konklawe na północ od Alp. W trakcie soboru spalono też na stosie czeskiego reformatora Jana Husa.
Konstancja leży nad Jeziorem Bodeńskim w miejscu, w którym wypływa z niego rzeka Ren, na granicy ze Szwajcarią. Historyczne centrum miasta znajduje się na lewym południowym brzegu Renu, nowsze dzielnice prawobrzerzne leżą na półwyspie Bodanrück między odnogami Jeziora Bodeńskiego Untersee i Überlinger See. W obrębie miasta znajduje się około 34 km linii brzegowej oraz 1,31 km kwadratowych powierzchni wodnych. Najniższy punkt miasta to poziom Jeziora Bodeńskiego (395 m n. p. m.). Najwyższy punkt miasta to Rohnhauser Hof w dzielnicy Dettingen Wallhausen (570 m n. p. m.).
Jeszcze przed powstaniem Husytyzmu, odbył się sobór powszechny w Konstancji . Obradował właśnie wtedy Sobór powszechny w tym szwajcarskim mieście. Sobór Kościoła katolickiego był największą powagą chrześcijańskiego świata, sędzią królów, rozjemcą politycznych sporów. Jagiełło rozpoczął w roku 1414 drugą wojnę z Krzyżakami i brał gród po grodzie, już zajął znowu znaczną część kraju, gdy wówczas papież Jan XXIII i sobór w Konstancji wysłali do Polski legata z wezwaniem, żeby król spór z Zakonem oddał pod sąd soboru. Przystał na to Jagiełło, jako posłuszny syn Kościoła, chociaż w kilka miesięcy mógł opanować i to już na zawsze ziemie Krzyżackie (a druga taka sposobność nie prędko miała się zdarzyć).
Na soborze ujawniły się najrozmaitrze i wstydliwe sprawki Krzyżaków, gdy ich przyciśnięto do muru, wówczas przekonano się o tym, że Zakon założony dla celów chrześcijańskich, popsuli i zrobili z niego świecką tłuszczę do grabienia ziem cudzych, do tępienia słabszych narodów i urągania z wszelkich przykazań chrześcijaństwa, gdy ich wzywano, żeby dali spokój wojowaniu z chrześcijanami, skoro pogan już nie ma – tak się bronili. Oto twierdzili przed książętami, biskupami i uczonymi zebranymi z całej Europy, że to nieprawdą, jakoby Jagiełło był chrześcijaninem; że on tylko udawał, że przyjmuje chrzest (a na Litwie było już biskupstwo i sporo katolickich parafii, założonych przez Jagiełłę), a dalej głosili, że Jagiełło i jego bracia ochrzczeni są za sprawą diabła, ojca swego, którego wolę i pragnienia pełnią i dalej pełnić się sposobią i odgrażają. Głosili wszem i wobec,że ten chrzest odbył się tylko dla oszukania świata, a Polacy wspierający tego króla, są gorsi od pogan; więc Polacy są zobowiązani wszystko Krzyżakom zwrócić, nagrodzić im wszystkie straty, jakie ponieśli, co więcej powinni stracić razem ze swoim królem koronę i królewski tytuł, a następnie powinni ponieść karę śmierci. Wytępić należy Polaków, jak Krzyżacy wytępili naród pruski. Tak przedstawiali Krzyżacy,Polskę i króla polskiego wraz z jego rodziną, i to głosili chrześcijańskiemu światu ci, którzy nazywali się „Zakonem Najświętszej Maryi Panny niemieckiego narodu”.
Najęty i opłacany przez Krzyżaków pisarz. Jan Falkenberg, napisał i rozprowadził na soborze pamflet, tj. zelżywe pismo na króla Jagiełłę. Ojcowie soboru kazali go za ten panflet wrzucić do więzienia, w którym przebył lat kilka, wypuszczony potem za zgodą króla Jagiełły. Udał się wtedy do Krzyżaków po zapłatę; otrzymał on od nich cztery grzywny. Uznał to wynagrodzenie lichym, bo spodziewał się więcej. To też z zemsty napisał drugi paszkwił, jeszcze zajadlejszy od pierwszego, ale już nie na Polaków, tylko na Krzyżaków; za to miał być przez Krzyżaków utopionym w Wiśle, ledwie co go uratowali mieszczanie toruńscy.
Sobór starał się pokojowo załatwić sprawę polsko-krzyżacką i wysłali w tym celu do Prus kardynała, lecz tej misji Krzyżacy stawiali sporo trudności, że spełzła na niczym. Krzyżakom o nic innego nie chodziło, jak tylko o ciągłe zawieszanie rozejmu, niby-to wciąż dla zyskania czasu do polubownego załatwienia sporu. Polacy chcący działać uczciwie, dali się wywieść w pole. Otóż Zygmunt Luksemburski, który był też cesarzem, chciał koniecznie dostać tę sprawę w swoje ręce. Przez kilka lat udawał zaciętego nieprzyjaciela Zakonu, nawet obiecywał Jagielle pomoc wojskową przeciw Krzyżakom; a to wszystko czynił dlatego, żeby król polski przystał, aby on był sędzią w tym sporze. Gdy wreszcie dobroduszny Jagiełło dał się zmanipulować, wydał Zygmunt wyrok we Wrocławiu w roku 1420 taki, że Krzyżacy we wszystkim mają pełną słuszność; posłowie polscy z oburzeniem odrzucili ten wyrok. A w następnym roku rozpoczął papież Marcin V., proces kanoniczny przeciw Zakonowi, ale nikt z Zakonu Krzyżackiego nie stawił się przed papieżem. Zygmunt Luksemburczyk, wydając ów niesprawiedliwy wyrok we Wrocławiu, był tam już w swoim państwie, ponieważ Król Wacław umarl w roku 1419, a Zygmunt przejął po swoim bracie także koronę czeską. Wystąpił wtenczas szczególny zbieg dat historycznych. Dnia 6-tego stycznia 1420 roku, chciał Zygmunt Polskę zmiażdżyć tym wyrokiem, przebywając we Wrocławiu, jako król czeski, a w trzy miesiące potem, w kwietniu 1420 roku wysłali Czesi poselstwo do Króla Jagiełły, ofiarując jemu czeską koronę, bo Zygmunta nie chcieli. Gdyby był Jagiełło przyjął czeską koronę, byłby przez ten fakt zapanował także nad Śląskiem. Jagiełło jednak korony nie przyjął, bo Czesi właśnie popadli w herezję husycką, a nie chciał korony kosztem Kościoła katolickiego. Herezja ta stała się przyczyną wojen, zwanych husyckimi. Sprawa ta dotyczy bardzo blisko historii Śląska, więc się jej uważnie przyjrzeć trzeba.
Jan Hus, magister uniwersytetu w Pradze, poświęcał się teologii; cóż, kiedy zasmakował w pismach heretyckiego teologa angielskiego Wiklefa, którego nauka potępioną została już w roku 1382 na soborze laterańskim. Wiedział o tym Hus dobrze, ale pomimo tego nauczał swoich uczniów w uniwersytecie według tych potępionych książęk. Gdy go o to przełożeni statecznie karcili, począł w gwałownych kazaniach występować także przeciwko władzy duchownej, zaś około niego zebrało się grono jego zagorzelców, którzy coraz bardziej brnęli w błędne religijne zasady. Zaczęło się od twierdzenia, że Kościół nie powinien posiadać żadnych dóbr doczesnych: majątków ziemskich, fundacji itp., duchowni powinni utrzymywać się tylko z ciągłej jałmużny wiernych. Potem zebrało się im na wielką gorliwość w tępieniu grzechów; żądali, żeby każdy grzech publiczny karanym był publicznie, kapłan zaś będący w grzechu śmiertelnym miał ich zdaniem, tracić zaraz swą godność, a sakramenta św. przez tego kapłana udzielane miały być nieważne. Sakrament Ołtarza postanowili udzielać wszystkim i to pod obiema postaciami (chleba i wina), twierdząc, że pod jedną postacią przyjmowanie św.Sakramentu nic nie znaczy. Dalej zażądali zniesienia bezżeństwa księży i wolności zupełnej kaznodziejstwa; potem zaczęło się występowanie przeciw odpustom co zeszło na spory przeciw zwierzchności papieskiej.
To religijne nowatorstwo obejmowało coraz większe kręgi społeczne, co roku więcej było takich, którzy Kościół katolicki poprawiać chcieli, chociaż sami katechizmu dobrze nie znali; kupcy, rękodzielnicy, żołnierze zaczęli się bawić w teologów i wskazywać w co należy wierzyć, a w co nie. Pewna część reformatorów posunęła się tak daleko, że odrzuciła wiarę w świętych, potępiła ich wzywanie w modlitwie i cześć dla obrazów, które przedstawiały świętych, odrzuciła wiarę w czyściec, modlitwę za zmarłych mieli za bezskuteczną i. t. d., ale i na tym nie koniec: najskrajniejsza sekta, zwana Adamitami, obchodziła się całkiem bez sakramentów, a odrzuciwszy sakrament małżeństwa zaprowadzili między sobą wspólność żon, a przy uroczystościach swoich wyprawiali największe bezeceństwa z kobietami, niewiele się troszcząc o ubranie. Do takiej głupoty dochodził każdy ruch skierowany przeciwko Kościołowi katolickiemu, skoro nie pozostawiając kapłanom nauczania religii, każdy teologa udawać zaczął, skoro tylko o sprawach wiary św. za dużo się rozprawiało, najpierw po warsztatach, potem na ulicy, a wreszcie po szynkach. I ruch husycki skończył się też na głupocie Adamitów, za których sami potem wstydzić się musieli; sami też Husyci wytępili ich z mieczem w ręki.
Z początku chodziło tylko o niektóre błędy w teologicznym nauczaniu Husa. Gdy upomniany i pouczony najpierw przez radę uniwersytetu, potem przez swego arcybiskupa, wreszcie przez legata papieskiego nie przestawał jednak szerzyć swych błędów, został zawezwany przed sobór powszechny w Konstancji. Jan Hus obawiał się tam pojechać; wówczas cesarz Zygmunt Luksemburczyk zaręczył mu słowem cesarskim, danym na piśmie tzw., list żelazny, że mu włos z głowy nie spadnie i że cało powróci do Pragi,to też teraz Hus uważał się za bezpiecznego.
Władza duchowna mogła go suspendować z kapłaństwa, będź skazać go na pokutę kościelną, której on mógł się poddać bądź nie; lecz katolicka władza duchowna nie mogła nikogo karać przez odebranie życia (uśmiercić) i nigdy tego nie czyniła, nie mając nawet do tego środków, bo Kościół katolicki miecza i topora nie używa. Był też zwyczaj, że Kościół katolicki orzekł, że ktoś za herezję zasługuje na karę, oddawał go w ręce władzy świeckiej i dopiero ta świecka władza (jeżeli chciała) karała go stosownie do przewinienia, więzieniem albo śmiercią. Jeżeli śmiercią, ścinano mu głowę, albo palono na stosie żywcem. Ten drugi rodzaj kary śmierci stał się po pewnym czasie wybraną karą za herezję; był to zwyczaj okrutny, barbarzyński, niegodny, którego też nikt bronić nie myśli i samo duchowieństwo sprzeciwiało się potem przeciw temu.
Hus mając cesarskie słowo, nie potrzebował się bać wydania go w ręce świeckiej władzy.A jednak cesarz kazał go spalić, nie dochowując wydanego przyrzeczenia, że „włos mu z głowy nie spadnie” . Protestowali przeciwko temu posłowie polscy, którzy brali udział w tym soborze; Potępiali oni naukę Husa. Oburzało ich jednak takie złamanie danego słowa i łapanie łatwowiernego w zasadzkę. Należało Husa puścić z powrotem do Pragi, skoro się przyrzekło; tutaj dopiero można go było uwięźić, lub wygnać z kraju. Cesarz Zygmunt ani nawet nie przemówił słówka za Husem. To też tego nie mogli mu nigdy darować Czesi i miał też cierpkie z tego zbierać owoce.
Husytyzm szerzył się po śmierci Husa jeszcze bardziej; przez upór, na złość przystępowali do niego Czesi; po trzech latach od tego wydarzenia więcej już było w Pradze husytów, niż katolików. Kiedy raz w licu 1419 roku husyci urządzili publiczną procesję w Pradze, radni tego miasta chcieli ją zatrzymać, gdy przechodziła obok ratusza; jednak ktoś niebacznie, bądź z innych motywów rzucił na przechodzących kamieniami. Oburzone tym pospólstwo wtargnęło do ratusza, wyrzuciło siedmiu radnych oknem, a bijąc w dzwony na trwogę, wezwało całą ludność praską do broni. Stało się to początkiem okropnych, strasznych wojen husyckich, które trwały od roku 1419 do 1436. W kilka dni po tym wydarzeniu zmarł król czeski Wacław, tknięty paraliżem. Jego następcą miał zostać jego brat, Zygmunt Luksemburczyk; przybył on do Czech (był też już wcześniej, jak wiemy we Wrocławiu), ale Czesi nie chcieli o nim nawet słyszeć i już w kwietniu zaprosili na tron czeski króla polskiego.
Jak wiemy, Czechy były bardzo zgermanizowane; dynastia niemiecka osadzała ten kraj coraz bardziej Niemcami, wobec których rodzima ludność czeska w coraz gorszym była położeniu; w swoim własnym kraju coraz mniej mieli praw i musieli patrzeć, jak polityka królestwa czeskiego wysługuje się Niemcom; dochodzilo już do tego, że za granicą zaczynano uważać Czechów za szczep niemiecki, bo nie słowiańskość z tego kraju wychodziło. Pod wpływem jednak unii litewsko-polskiej, kiedy Polska stanęła na czele Słowiańszczyzny przeciw Niemcom, postanowiwszy raz już położyć koniec germanizacji, rozbudziło się też poczucie narodowe w Czechach. Pamiętano o tym, jak czeskie hufce pospieszyły pod Dąbrowno, gromić wraz z Polakami Krzyżakow. Ten ruch narodowy szerzył się coraz bardziej. Hus także do niego należał i on pierwszy nawet zaczął uniwersytet praski przerabiać na czeski. Nieszczęście chciało, że ten czeski patriota stał się się właśnie heretykiem i herezja poplątała się Czechom najfatalniej z patriotyzmem! Niemcy mieszkający w Czechach, głoszą, że Czesi są heretykami. Między Niemcami herezja husycka się nie szerzyła, tylko między samymi Czechami; stąd wzięło się udawanie przez Niemców to, że pojęcie husyty a Czecha ma to samo znaczenie, bo nawet głosili, że cały naród czeski to są heretycy. Było to kłamstwo, bo wśród Czechów drugie tyle było katolików, co husytów, ale kłamstwo dla wrogow wygodne
Katolicy czescy potępiali herezję husytów i zmagali się z nimi, gdy szło o sprawę wiary, ale nie, gdy szło o sprawę narodową, a nie o religię, gdy szło o zmaganie się z germanizacją, bo katolicy czescy byli również patriotami i na tym polu łączyli się nieraz z husytami. Niemcom było bardzo dogodnie wołać, że to heretycy przeciw nim występują; kto tylko Niemca trącił, zaraz wołali, że heretyk. I cesarz Zygmunt, obecnie niby król czeski zarzucał husytyzm umyślnie wszystkim Czechom, i odezwał się głośno, że wszystkich Czechów wytępi, a kraj zaludni Niemcami. W ten sposób sprawa o koronę czeską na głowie Zygmunta, stała się nie tylko husycką sprawą, ale ogólną czeską narodową. Ofiarowali tę koronę Jagielle, dlatego właśnie, że to był król Polski; Czesi z Polską chcieli się właśnie połączyć, bo w ten sposob zwiększyłaby się potęga Słowiań-szczyzny; wiedzieli także, że z Polską będzie im całkiem inaczej, niż w związku z Niemcami, bo mieli przykład polsko-litewski, że Polacy trzymają się prawa, jak równi z równymi,a wolni z wolnymi.
Źródło: „Dzieje Śląska” Autor Feliks Koneczny.Fundacja Pomocy Antyk. Wydawnictwo Antyk – Marcin Dybowski. Reprint z wydania z roku 1897. Wydano na podstawie egzemplarza z księgozbioru Bartłomieja i Danuty Bobów. Wydawnictwo składa podziękowania spadkobiercom praw autorskich za zgodę na opublikowanie dzieł Feliksa Konecznego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konstancja_(Niemcy)#:~:text=Konstancja%20(niem.,Le%C5%BCy%20nad%20Jeziorem%20Bode%C5%84sk
