Wszystkich gości :   493260

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Husytyzm 2

Kategoria :  Husytyzm na Śląsku       Data : 2023-02-04 13:58:07

Zaproszenie na tron Czeski

Jagiełłó był w trudnym położeniu. W imię narodowych dąźeń byłby z największą chęcią przyjąl ofiarowaną koronę, ale cóź tu robić z dąźeniami husyckimi ? Doprawdy, gdyby nie ta nieszczęsna herezja, inaczej ,by wyglądała historia Europy !

Jagiełło po naradzie z biskupami i senatorami postanowił, że przyjmnie koronę, jeżeli Czesi pogodzą się z Kościołem. A na to trzeba było czasu; na razie udzielił wymijającej odpowiedzi, nie odmawiał, ale teź nie przyjmował. A tymczasem Czesi bili niemieckie wojska Zygmunta w jednej bitwie po drugiej. Wódz ich, Źyźka (teź husyta niestety), wynalazł nowe sposoby wojowania, które okazały się tak skutecznymi, wskutek czego Niemcy ponosili coraz większe straty. Ale cóź, skoro równocześnie wojska czeskie napadały na kościoły, klasztory, a w krótkim czasie husyckie pułki zwróciły się przeciwko własnym rodakom katolikom! Nastało rozdwojenie nie tylko w myślach, ale też w czynach i naraziło to całą sprawę na zgubę.

Zygmunt Luksemburczyk, wyparty z Czech, schronił się na Śląsku, gdzie zniemczeni książęta i niemieckie bogate mieszczaństwo szczerze mu sprzyjało, nie życząc sobie tego, źeby Czechy miały powstać napowrót Czechami i obawiając się, by przez wybór Jagiełły na króla nie przeszli pod panowanie polskie. Już w marcu 1420 roku spalono we Wrocławiu z rozkazu Zygmunta na stosie jednego husytę z Pragi, który tu przybył w sprawach handlowych. Od roku 1421 rozpoczęto tutaj zbierać wojsko na Czechów; najazd ze Śląska na ziemię czeską nic jednak nie, poprawił stanu, a splamił się niepotrzebnie wielkimi okrucieństwami.

Czesi powtórnie wysłali poselstwo do Jagiełły, przebywającego wtenczas akurat na Litwie, u Witołda. Droga wiodła przez Racibórz i tu uwięził tych posłów książę Jan Raciborski i wydał ich w ręce Zygmunta. Czesi jednak inną drogą porozumieli się z Jagiełłą. Król zwołał sejm do Lublina na sierpień 1421 roku i stąd odpowiedziano Czechom, że sprawą ich zaopiekuje się król polski; zachęcano ich do zgody z Kościołem i dano im do zrozumienia, że Zygmunt, piastujący już i tak koronę węgierską i niemiecką, zrzeknie się zapewne czeskiej pod polskim naciskiem. Rzeczywiście, wyprawiono z tym poselstwo na Węgry, do Zygmunta; sprytny Zygmunt ofiarował zrzeczenie się części Śląska, byle Polska nie wdawała się w sprawy Czeskie Miał Jagiełło dobrą sposobność powiększyć obszar swego panowania ; sądził jednak, że byłoby nieszlachetnie zdradzać tak zaufanie czeskiego narodu.

Czesi coraz usilniej zapraszali Jagiełłę; król odparł, że dopóki nie pogodzą się z Kościołem, nie może przyjąć zaproszenia. Liczył jednak na to, że przecież ta herezja się skończy, a zostanie tylko ruch narodowy; żeby zaś nie doszło do wypuszczenia tej sprawy z ręki, pozwolił Witoldowi, że on tymczasem przejmnie koronę czeską. Lecz ani Witold sam nie pojechal do Czech, chcąc raczej doczekać tego, że conajmniej ustaną gorące gwałty wojny religijnej i husyci choć trochę się pomiarkują. Wyprawił tymczasem do Czech swego bratanka, litewskiego księcia Zygmunta Korybuta, jako swego namiestnika. Wszyscy Czesi, katolicy i husyci, przyjęli go z zapałem, lecz ten zapał zaczął powoli stygnąć, gdy Korybut zaźądał od husytów, żeby chociaż na razie, rozpoczęli utrzymywać braterskie stosunki z katolikami. A tymczasem roznieciła się w Czechach nienawiść, a kraj cały stał się widownią najgorszych gwałtów. Niesposób można było przyjmować korony, jak od całego narodu. Jednak skrajne husyckie stronnictwa chciały, aby Jagiełło bądź Witold był husyckim królem i nie chciały słyszeć o zgodzie z katolikami. Na to nie można było przystać i Korybut jeszcze tego samego roku (1422) do Polski powrócił. Oznaczalo to, że Jagiełło nie przyjmuje korony czeskiej, skoro im milsza jest herezja, od dobra całego kraju.

Gdy Korybut bawił w Czechach, musiał Jagiełło znowu prowadzić wojnę z Krzyżakami; w ten to sposób chciał Zygmunt i Niemcy wogóle przeszkadzać w stosunkach polsko czeskich. A wojna skończyła się klęską Zakonu. Wtenczas Zygmunt układa wielki spisek przeciw Polsce, do którego oprócz Zakono wciągnął także księcia austriackiego (Alberta swego zięcia), księcia bawarskiego Ludwika, panów węgierskich i niektórych książąt śląskich. Wszyscy oni mieli wspólnie na Polskę najechać i to ze trzech stron naraz, a po zwycięstwie zamierzali podzieliś się Polską, pomiędzy Węgry, Czechy i Zakon. Witold radził, żeby podjąć tę walkę, któraby się jeszcze raz zamieniła na stanowczą walkę świata słowiańskiego z germańskim; radził, by niedbać o herezję w Czechach, ale złączyć się nawet z heretykami byle tylko upokorzyć Zygmunta. Lecz senatorowie polscy, a także Jagiełło, ciągle powtarzali, wsystko dla Czechów, ale dla heretyków nie i nie łączyć się z herezją, woleli pogodzić się z Zygmuntem.

Było w Polsce stronnictwo, któremu żal bardzo było, by nie wyzyskiwać tych kłopotów, które mocno dotknęły Zyygmunta i nie korzystać ze sposobności odepchnięcia niemczyzny od ziem słowiańskich. Stronnictwo to wyprawiło na własną rękę jeszcze raz Korybuta do Pragi, aby jeszcze raz spróbować. Czesi przyjęli go znowu okrzykami radości, ale pojednanie czeskich stronnictw i tym razem się nie udało. Zacieklość husycka powiększyła się nawet jeszcze; nie było tygodnia, żeby nie zniszczono jakiegoś Kościoła katolickiego, a na księżach dopuszczano się mordów. Husyci coraz bardziej oddalali się od Kościoła Katolickiego; byli wprawdzie wśród nich także umiarkowani, ale stronnictwa skrajne, żądne już wprost zguby katolicyzmu w Czechach, były na razie górą. Dopóki ten stan trwał, nie mieli Polacy cokolwiek robić z Czechami. Książę Korybut zmarnował tylko i to na próżno życie na usługach Czechów.

Najazdy husyckie

W roku 1425 wojny husyckie zamieniły się z obronnych na zaczepne. Dotychczas z roku na rok mieli Czesi u siebie niemieckie wojska, które co roku szczęśliwie pokonywali. Gdy poczuli się silniejszymi od Niemców, postanowili sami teraz najeżdżać ościenne kraje, a przede wszystkim dać się we znaki książętom śląskim, którzy trzymali z Zygmuntem. Przez 5 lat od roku 1425 do 1430 roku trwały te husyckie najazdy na Śląsk,, pustoszące kraje w sposób dotychczas nie wyobrażalny; za książąt musiał cierpieć lud. W grudniu 1425 roku napadli husyci najpierw na hrabstwo Kłodzkie, część Śląska, która pierwotnie do Czech należała; zdobyli miasto Hradek i złupili miejsce odpustowe Byrdo, dopuszczając się obrzydliwych okrucieństw. Mieli bowiem husyci na Ślązaków największą złość o to, że właśnie Niemcy śląscy najbardziej się pastwili nad husyckimi jeńcami; kiedy to Ślązacy, wspomagali Zygmunta, napadli po raz pierwszy w roku 1421 na husytów, i zagarnęli pierwszych jeńców, których pojmali, spalili zaraz na stosie. Teraz Husyci się za to mścili; ale, gdy przeciw nim walczyli tylko Niemcy, to oni teraz, najechawszy na kraj dawali się we znaki i Niemcom i Polakom, bo na pustoszeniu kraju wsyscy cierpieli. W roku 1426 spalili husyci miasto Landshut w księstwie świdnickim, które nie posiadało własnych książąt, a więc podlegało bezpośrednio Zyygmuntowi.

Na rok 1427 zbierał Zygmunt wielkie wojsko na Śląsku; co piąty mężczyzna miał się stawić do wojska. Husyci napadli najpierw na łużyce, a spustoszywszy, co się dało ogniem i mieczem przeszli stamtąd na Śląsk. Nie zdołali zdobyć miasteczka Lwowa w księstwie jaworzyńskim, ale za to wycięli 300 żołnierzy Zygmunta, gdy ten oddzial miał przechodzić rzekę Bóbr. Okrucieństwo to wielkim strachem przejęło resztę wojska, które stało pod Złotoryją w księstwie lignickim, to też nie czekając na bitwę pierzchnęli w nieładzie. Husyci zajęli ich obóz i złupili całą okolicę; z wielkimi łupami wracali spokojnie do Czech koło Jaworzna i Bolkowa nad Nysą, a nikt nie miał odwagi ich zaczepić, tym bardziej, że wojsko na Śląsku zebrane nie było jeszcze w ogniu żadnej bitwy.  Husyci widząc, jak ich się boją, przygotowali na rok 1428 jeszcze większy najazd. Zimę spędzili na Węgrzech, żeby się żywić kosztem Zygmunta, z wiosną przeszli na Morawy, a stamtąd przez ziemię opawską na Śląsk. Był to największy najazd husycki.

Warowna Opawa obroniła się; zaś młodsi książęta opawskiej linii (nieprawej linii Przemyślidów), Głubczycki i Hradecki okupili się, woląc dawać dobrowolnie, niż dać się łupić. Husytom też nie o zdobycie kraju chodziło, ale o łupy, żeby mieć z czego na cudzy koszt utrzymywać swoje wojska. Cały kraj na lewym brzegu Odry leżał im otworem bezbronny. Po drodze spalili Kietrz, Cerkwice i Kazimierz i podeszli następnie pod Głogówek. Tutaj bronił się książę Bolko, młodszy książę opolski, ale gdy 13 marca w 1428 roku miasto zostało zdobyte, a 1000 ludzi uprowadzono w niewolę, książę Bolko pospieszył zawrzeć pokój z husytami.

Teraz husyci podzielili się na trzy części. Jeden oddział złupił Osobłogę i Prądnik, drugi spalił Strzeleczki i Chrapkowice, a trzeci najsilniejszy ruszył na posiadłości biskupa wrocławskiego. Uległa im po drodze Biała i Cieniawa, zanim stanęli pod Nysą, stolicą posiadłości biskupów. Tutaj wszystkie oddziały połączyły się ponownie. Biskup uzbroił swoich chłopów, ale oni wsyscy uciekli; kilkaset rycerstwa w Nysie zebranego, stawiło wprawdzie opór, ale bezskuteczny. Nysę spalono, a ten sam los spotkał Koziąszyję, Widnawę, Otmuchów i Paczkowo; Ziembice i Strzelin okupiły się od podpalenia, ale kościoły po wsiach palili wsystkie, na jakie tylko trafili. Teraz przyszła kolej na na Niemodlin, który zupełnie zburzono; to samo stało się z Grotkowem. Po ponownym połączeniu wszystkich oddziałów, ruszyli teraz Husyci na miasto Brzeg.

Książę lignicko – brzeski, Ludwik II, nie miał odwagi bronić miasta. Mieszkańcy schronili się na drugą stronę Odry i spalili most za sobą, zostawiając miasto Brzeg na łup Husytów książę oławski złożył im okup. Nieprzyjaciel ruszył pod Rychbach skąd łupy odesłano do Czech ; z początkiem kwietnia przybyły jeszcze znaczne posiłki przez hrabstwo Kłodzkie. Kłodzko zdołało się szczęśliwie obronić, a husyci pomścili się za to na klasztorze w Kamienicy, gdzie pozabijali wsystkich zakonników, a budynki obrócili w perzynę.

W Ząbkowicach spalili na stosie przeora Dominikanów, a miasto spalili. Rychbach opuścili zupełnie mieszkańcy, podobnie jak się to już stało w Brzegu. Husyci zajęli gród Sobótkę , opuszczony przez załogę i tu się usadowili; żywności musiały dla nich dostarczać łupione w tym celu miasteczka Sobótka i Kąty. Stąd wyruszyli w okolicę pomiędzy Środę a Partowicami. Zebrały się tymczasem przeciw nim śląskie i łużyckie wojska. Śląskie poprzestało na tym, że zasłoniło drogę do Lignicy, a łużyckie pierzchnęło za Bóbr, skoro tylko husyci się zbliżyli. Wkrótce wpadł w ręce husyckie Hajnów, opuszczony małodusznie przez swego księcia, Ruprechta. Na wieść o tym mieszkańcy Bolesławia opuścili miasto ze swym mieniem i sami miasto podpalili. Natomiast oparły się husytom szczęśliwie miasta Ścinawa nad Odrą i Lubin (zwany też Bukową). Idąc w górę nad Odrą dotarli husyci paląc i grabiąc pod Wrocław. O zdobywaniu wielkiego i warownego miasta nie myśleli wcale, ale ludną okolicę koło Wrocławia tak spustoszyli, że nic po nich nie zostało prócz zgliszcz i trupów. Teraz nareszcie postanowili wracać do domu i to przez Górny Śląski znowu. Książęta górnośląscy, żeby temu zapobiec, pozawierali z husytami układy, w których się zobowiązali do neutralności, t,j., że nie będą już nigdy walczyć przeciw nim, ani w niczym Zyygmuntowi pomagać.

Tego samego jeszcze roku, w Grudniu 1428 roku, pojawili się znów na granicy Śląska i roztarasowali się w hrabstwie Kłodzkim. Książę Ziembicki Jan zebrał przeciw nim wojsko, do którego przysłali też swoje posiłki biskup wrocławski Konrad, tudzież mieszczaństwo wrocławskie i świdnickie. Ale smutne losy tego wojska, bo zaraz na początku bitwy szukało ono ocalenia w sromotnej ucieczce; książę Ziembicki w ucieczce został zabity - a husyci znowu wtargnęli na Śląsk. Znowu odwiedzili oni Brzeg, spalili Oławę, nieznacznie wojsko księcia oławskiego wycięli w pień, potem spalili Ziembice i klasztor w Henrykowie; dobrowolnie poddała się Niemcza i tylko Świdnica zdołała się obronić. Dopiero w końcu lutego 1429 roku wrócili husyci znowu do Czech. W czerwcu jednak znowu napadli na Śląsk Dolny, przyczym uprowadzili do niewoli mieszkańców Bolesławia.

Książę Korybut. W roku 1430 nowy najazd i nowe spustoszenie. Żeby położyć tamę rabunkom nie mającym żadnego politycznego dalszego celu wdał się w tę sprawę książę Korybut, który ciągle przebywał w Czechach, choć król Jagiełło dawno już się go wyparł i wracać kazał. Prosił on dla siebie o ziemię dobrzyńską, jako lenno, ale Jagiełło odmówił, właśnie za karę, że wbrew jego woli przebywał jeszcze między husytami. Korybut, który w Czechach nic sprawić nie mógł wobec fanatyzmu husytów, postanowił przynajmniej wyzyskać husyckie najazdy na Śląsk i z Górnego Śląska uczynić dla siebie księstwo. Przystał na to książę opolski Bolesław V., który zupełnie połączył się z husytami i swoje ksiąstewko odstępował Korybutowi, pod warunkiem, że sobie zdobędzie nowe księstwo z posiadłości wrocławskiego biskupstwa. Zajęto też Kluczbork, Wołczyn, Byczynę i Gliwice, gdzie Korybut osiadł i urządził sobie dwór książęcy: zbiegło się też do niego sporo rycerstwa z sąsiednich ziem polskich. Husyci nie mieli nic przeciw jego zamiarom; owszem, byliby nawet radzi, że już na Śląsku nie będzie się zbierać przeciw nim żadne wojsko, a przytym cieszyli się nadzieją, że skoro Korybut urządzi sobie na Śląsku panowanie, Jagiełło będzie się musiał znowu zająć sprawą czeską i żeby oderwać Górny Śląsk od posiadłości luksemburskich, wystąpi przeciw królowi Zygmuntowi. Ale przeciwko Korybutowi wystąpiło duchowieństwo polskie, a dwór królewski nie chciał słyszeć o żadnych korzyściach politycznych, jeżeliby miały być osiągnięte przez związek z herezją. Natenczas Korybut próbuje jeszcze raz, czy się nie uda przynajmniej umiarkowanych husytów pogodzić z Kościołem i przez Jagiełłę, żeby pozwolił odbyć w Krakowie dysputę teologiczną. Dysputa odbyła się: uczeni husyccy przybyli do Krakowa, mówili dużo o związku słowiańskim, ale nie chcieli słyszeć o uznaniu zwierzchnictwa Ojca św. w Rzymie. Nie było zatem z nimi co robić, odprawiono ich z niczym. A tymczasem, gdy Korybut odwoził czeskich dyskutantów do Krakowa, Niemcy napadli w nocy 4-go kwietnia 1431 roku na Gliwice i zabrali mu je. Odtąd skończyło się działanie Korybuta; nie miał on już żadnego znaczenia.

Koniec wojen husyckich. W roku 1432 zaczęli husyci na nowu grabić i palić. Spalili wtenczas Trzebnicę, Lubiąż, Więcyk, Pruśnicę, Mieliczę, Bierutow, Oleśnicę, spalili sami mieszkańcy, z obawy, żeby się tu husyci nie usadowili.

Tymczasem zbierał się nowy sobór powszechny w Bazylei. Umiarkowańsi husyci, pouczeni przykładem Korybuta, że król polski nic a nic w sprawie czeskiej nie zrobi, jeżeli nie okażą ochoty do pojednania z Kościołem katolickim, przekonawszy się już dowodnie o tym, że Polacy wolą stracić, niż sprzeniewierzyć się religii, postanowili wyprawić swoich posłów na sobór i gotowi byli uznać zwierzchnictwo papieskie, byle im pozwolono odprawiać nabożeństwo w języku narodowym i przyjmować komunię świętą pod obiema postaciami. To stronnictwo wyprawiło wtedy w lipcu 1432 roku nowe poselstwo do Jagiełły z prośbą o protektorat na soborze bazylejskim, ofiarując w zamian pomoc na wojnę z Krzyżakami, z którymi znowu trzeba było wojować. Rzeczywiscie husyci pomagali Polsce w tej wojnie i sprawowali się dzielnie. Wojna zakończyła się zawieszeniem broni na lat 12.

Śląsk bardzo na tym zyskał, bo husyci opuścili Śląsk przenosząc się na jakiś czas do Prus. Jagiełło także tego pragnął,by odwieść husytów od plądrowania Śląska. Wtenczas też podczas wojny polsko krzyżackiej, zebrał książę Mikołaj Raciborski ( z nieprawej opawskiej linii Przemyślidów) wojsko i jął się odbierania husytom zajęte przez nich grody. Pobiwszy przyjaciela Husytów, księcia opolskiego, zajął Rybnik i Bytom, a wkrótce potem także i Byczynę i Kluczbork. Śląsk Górny wracał pod poprzednią władzę. Niestety łączyła się z tym dalsza jego germanizacja.

Gdyby husyci byli się zawczasu, szczeże się z tym  pogodzili t.j. z Kościołem katolickim, Śląsk byłby niewątpliwie przeszedł w ręce polskie, a o germanizacji nie byłoby ani słychu, ani widu. Ale Czesi mieli zawsze nieszczęśliwą rękę w sprawach sło-wiańskich.

Źródło: „Dzieje Śląska” Autor Feliks Koneczny.Fundacja Pomocy Antyk. Wydawnictwo Antyk – Marcin Dybowski. Reprint z wydania z roku 1897. Wydano na podstawie egzemplarza z księgozbioru Bartłomieja i Danuty Bobów. Wydawnictwo składa podziękowania spadkobiercom praw autorskich za zgodę na opublikowanie dzieł Feliksa Konecznego.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Konstancja_(Niemcy)#:~:text=Konstancja%20(niem.,Le%C5%BCy%20nad%20Jeziorem%20Bode%C5%84sk

https://museeprotestant.org/de/notice/jan-hus-und-die-hussitenkriege/ pobrano i zamieszczono miniaturę Jana Husa

 



Autor artykułu : Leonard wybrał i zamieścił




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com